Jest za jasno, aby pisać o takich rzeczach. Wtedy nie wstawało się przed wieczorem, jeśli nie miało się jakiejś "szkoły". A i wtedy nie zawsze. Wielu ludziom noc źle się kojarzy, dla nich to pora straszna, bądź smutna. Mnie źle kojarzy się dzień, słońce, bezchmurne niebo. Przypomina mi o "miłości".
Jeśli jesteś nihilistą zmęczonym poszukiwaniem i myśleniem - posłuchaj.
Nie mają lekartwa chorzy - przez cały czas bycia skrajnym nihilistą nie udało mi się tego zrozumieć. Szukałem odpowiedzi na to, jaki jest sens życia u wielkich nihilistów, u ludzi przetrąconych wojną, obozami lub własnymi myślami. Nie był to jednak czas stracony - oczywiście nie znalazłem odpowiedzi na dręczące mnie pytania, ale wmocniłem się, ich doświadczenia stały sie też, w jakimś stopniu, moimi doświadczeniami. Czytając, przez lata, książki ludzi inteligentniejszych, bardziej świadomych, bardziej doświadczonych, sam się taki stawałem. Każdy nihilista wie, że to nie jest nic warte, przynosi tylko więcej cierpienia. I ma rację - samo w sobie nie, jeśli nie wie się co z tym zrobić.
Uważajcie na Lema - Lem to jeden z najważniejszych kapłanów nihilizmu. Człowiek, który szukanie starał się zastąpić "nauczaniem". Gdzieś to poruszałem - że jeśli się jest chorym, to można szukać lekarstwa, można nic nie robić, albo próbować zarażać innych. Lem rozsiewał, sprawiało mu to jakąś perwersyjną przyjemność, której się trzymał, która była wymówką przed szukaniem z całych sił. W sumie nie mam wielkich pretensji - lepiej wejść głębiej w bagno niż całe życie bez sensu unosić się na jego powierzchni. Jednak nie lubię jego intencji - rozsiewanie nihilizmu, żeby inni też go rozsiewali, jest hipokryzją tej wiary. Lem lubił się bawić obalaniem "pop-wierzeń", nie chciał jednak przyjąć do wiadomośći konsekwencji własnych słów. Wg mnie - kiepski nauczyciel, choć z pewnością geniusz, jeden z najinteligentniejszych ludzi.
Nie będe tu przekonywać do sensu życia, Boga czy czegokolwiek innego. Słowa i wiara w drugiego człowieka w żaden sposób nie może zastąpić samodzielnego odkrycia. Nie mogę zapłacić za nikogo ceny, która jest wpisana w poszukiwania, tak jak nie można być "dobrym za kogoś". Mam jednak pewną radę - coś, co mnie osobiście cholernie pomogło w poszukiwaniach. To jednak nie kwestia "przeczytania", tylko zrozumienia, a tego też za nikogo nie zrobię. Gdy się poszukuje sensu życia, desperacko, raz po raz obalając sobie kolejne mity, kolejne fundamenty istnienia można dojść do przekonania, że takiego sensu nie ma, że to wszystko nie ma sensu.
Logika: jeśli życie ma sens to najważniejsze jest znalezienie go. Nie można podejmować sensownych decyzji jeśli nie wie się, które mają sens, jeśli nie zna się celu. Podstawowym więc zajęciem powinno być znalezienie go - nie ma nic ważniejszego. Jeśli życie nie ma sensu, nie ma celu to również podstawowym, najważniejszym celem powinno być znalezienie prawdziwego celu. Bo może jest - a nic się nie traci szukając go (bo jeśli nie ma to nic nie można zyskać, ani stracić - nie ma żadnych wyznaczników zysku i straty), a jeśli jest to można zyskać wszystko.
Wiem, że to tylko logiczny argument na poszukiwanie sensu życia - logika nie jest doskonała. Mogę jednak, obok niej, dać swoje poręczenie. Ręcze, swoimi słowami, umiejętnościami i doświadczeniami, że poszukiwanie sensu życia na sens. Znając również koszty poszukiwania - oferuję pomoc, na tyle, na ile będę w stanie. Możliwość rozmowy, wymiany doświadczeń. Nie zastąpi to szukania, nie rozwiąże problemów, może jednak okazać się przydatne, może troche nakierować, rozjaśnić jakiś aspekt. Dodać sił wtedy, gdy samotnie walczy się w samotności. Wiedza, że nie jest się jedynym, że można to przeżyć, że jest coś do odkrycia, to coś, czego mi zdecydowanie wtedy brakowało...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz